Przeprowadzka

Od dnia 01.11.2013 nasza pracowniazmienia adres na ul. Piekary 10 m. 3, w Poznaniu. Telefon: 602 210 868. Nie prowadzimy sklepu stacjonarnego, sklep internetowy: www.kreatywnie.com/sklep.

sobota, 31 grudnia 2016

Szybki transfer noworoczny, DIY, tutorial

Postanowiłam dzisiejszy dzień spędzić na przyjemności przygotowania dla Was małego noworocznego upominku. W sylwestrowym nastroju wspominałam dawne szkolenie o drukowaniu na jedwabiu i na filcu. Musiałam przejechać niemal 1000 km, żeby wziąć w nim udział, byłam przekonana, że od tej pory moje filcowe projekty nabiorą indywidualnego charakteru i zasypię Was nadrukami i zdjęciami na filcu.
Tymczasem okazało się, że filc odszedł na dobre z mojego portfolio, a szkolenie wykorzystałam do zupełnie innych celów. Stało się elementem stałego programu o transferach i jest to mój niezawodny warsztatowy sposób na udane napisy, zdjęcia i nie tylko.

Zacznijmy od obrazka. Potrzebny jest napis w lustrzanym odbiciu. Po wykonaniu napisu i zapisaniu go jako obrazka otwieram go w programie IrfanView - ściągniecie go z http://www.irfanview.com/
Jest to jedno z moich ulubionych bezpłatnych narzędzi do prostej obróbki grafik. Korzystam z funkcji: image/Horizontal Flip - czyli odwróć obrazek w poziomie o 180 stopni. Tym sposobem mam gotowy napis do szybkiego transferu. Jeśli nie masz ochoty bawić się w obracanie obrazków po prostu napisz coś w edytorze tekstu i zanieś do punktu ksero z prośbą o kopię w lustrzanym odbiciu :).



Materiały:
napis wydrukowany na drukarce laserowej lub ksero
szybki transfer Pentartu
można go zastąpić eterycznym olejkiem lawendowym z apteki, który nie zawsze działa lub nitro (nie znoszę jego zapachu)
patyczek do uszu
patyczek do lodów
dowolna serwetka papierowa, można użyć białego papieru ryżowego
szary papier lub ręcznik papierowy

Ułóż szary papier, a następnie niezadrukowaną warstwę serwetki. Zwykle ją wyrzucamy, tymczasem idealnie przyda się do naszego transferu. Zadrukowaną część można użyć do techniki serwetkowej.

Połóż kartkę napisem do dołu. Nasącz napis patyczkiem do uszu wcierając okrężnymi ruchami medium do transferu. Pamiętaj żeby patyczek za każdym razem odsączyć lekko w papier, w przeciwnym razie medium będzie za dużo i pigment się rozmaże.

Teraz pocieraj napis patyczkiem do lodów. Należy ułożyć go dość płasko, nie pionowo i centymetr po centymetrze pocierać zadrukowany papier. Kąt nachylenia patyczka widać na zdjęciu, jest oparty o korek, tak powinno się go trzymać.

Gotowe! Napis na serwetce jest idealny, nadmiar medium wsiąkł w szary papier. Serwetkę można przeprasować żeby odparować transfer, a następnie przykleić ją klejem do decoupage w dowolnym miejscu na Twojej pracy.

Skąd ten sposób? Przecież można transferować od razu na przedmioty. Można, ale jeśli ktoś robi to po raz pierwszy nie zawsze mu się uda uzyskać taką jakość wydruku jaką sobie życzy. Serwetek mamy dużo, przyklejać umiemy, więc możemy ćwiczyć do skutku. Nieudane napisy po prostu wyrzucamy, unikając ponownego malowania, zdzierania lub szlifowania.

Powodzenia!

W nadchodzącym Nowym Roku 2017 życzę Wam udanej kreatywnej zabawy!
Dorota









środa, 21 grudnia 2016

Nos na szybie

Jeszcze kilkanaście lat temu rynek hobby w Polsce praktycznie nie istniał. Nie znaczy to, że brakowało ludzi, którzy się nim interesowali, ale nikt nie traktował tej branży poważnie. Wyjedżałam wtedy często na zagraniczne delegacje i dosłownie przyklejałam nos do szyby kilkupiętrowych sklepów w produktami do każdej możliwej techniki tak jak mój syn w sklepie z Lego. Zachęcona przykładami zaczęłam kupować pierwsze kleje, farby, media i wkrótce kompletnie zatraciłam się w tym świecie.
Istniało wtedy jedno forum, na którym niewielka grupa osób ochoczo wymieniała się zdobyczami i wiedzą. Przypuszczam, że moja aktywność na tym właśnie forum była bezpośrednią przyczyną zaproszenia mnie na pierwsze w życiu warsztaty instruktorskie.
Pojechałam pociągiem na drugi koniec Polski pełna obaw czy sobie poradzę i oczywiście jedną z pierwszych technik było cieniowanie. Na szczęście nie byłam sama i z drugą uczestniczką dodawałyśmy sobie otuchy, bo tempo pracy było bardzo duże, sporo stresu i poganiania, a zadania kompletnie dla nas nowe. Dostałam do ręki dwa pędzelki, kubek z wodą, tackę z farbami, kilka słów na temat i do pracy. Nie wiadomo z jakiej przyczyny, cieniowanie wyszło mi od pierwszego centymetra i stało się jednym z moich ulubionych tematów. Przypuszczam, że to był kompletny przypadek, ponieważ warsztatowo nie otrzymałam nic - ratowało mnie jedynie to, że uwielbiam mieszać farby. Od tamtej pory zaczęłam się zastanawiać jak to z nim jest z tym cieniowaniem. Początkowo powtarzałam technicznie to co mi zalecono, ale odkryłam, że większość uczestników warsztatów bardzo się tym frustruje, bo to po prostu nie działa. Pomijając osoby, które nie słuchały i miały własną wizję, nie potrafiłam przekazać pozostałym na czym polega techniczny aspekt nanoszenia akryli tak, żeby nie zrobić nieestetycznej plamy. Muszę się przyznać, że to ilość obserwacji przyczyniła się do postępu. Z każdego warsztatu powstawała notatka i w końcu gotowy przepis na udane pittorico. Kilka punktów, które zmienią jakość Twoich prac w technice decoupage.

W styczniu planuję poświęcić cienowaniom całą sobotę, zapraszam Was serdecznie: http://www.kreatywnie.com/?t=page&s=1&d=309

Jako drobny upominek mam dla Was jeden z najprostszych sposobów na cieniowanie: kolorowe opryski.
Tajemnicą udanych „kropek” jest odpowiednio rozcieńczona wodą farba akrylowa i sztywny ścięty pędzel. Można je również wykonać korzystając ze starej szczoteczki do zębów. Uwaga – warto zabezpieczyć powierzchnię stołu gazetami, aby nie opryskać na kolorowo wszystkiego dookoła. Przed pryskaniem na przedmiot warto zrobić próbę na papierze. Używam kolejno różnych kolorów znajdujących się na motywach, ale szczególnie cytrynowy i biały sprawdzają się doskonale na każdej pracy jako "kropka nad i".

Do dzieła! Wesołych, zdrowych i kreatywnych świąt!

piątek, 16 grudnia 2016

Pani ze sklepu

Kiedy kilkanaście lat temu postanowiłam poszukać sobie jakiegoś kreatywnego zajęcia wymyśliłam, że to będzie witraż. Technika wydawała mi się idealna, łączyła umiejętności rzemieślnicze z magią kolorowego szkła. Na fali tej fascynacji nabyłam odpowiednią książkę i ... utknęłam na rozdziale materiały. Jak większość publikacji z tego zakresu książka okazała się być tłumaczeniem, wiele nazw było niejasnych i pewnie na dobre porzuciłabym temat gdyby nie warsztaty. Zapisałam się, spróbowałam, byłam pod ogromnym wrażeniem i ... przekonałam się, że to kompletnie nie dla mnie, bo boję się odpryskującego szkła i przeszkadzają mi wszędobylskie odłamki, o które łatwo się skaleczyć. Mogłam jednak swobodnie skorzystać ze wszystkich profesjonalnych narzędzi, zapytać o  miejsca, gdzie można kupić materiały, spędzić ten czas na niczym nieograniczonej zabawie i zacząć szukać kolejnej interesującej techniki.

Warsztaty zawsze wzbudzają mój entuzjazm i ukryte pokłady siły. Dostarczają poczucia sensownego spędzenia czasu. Inwestuję w pożyteczne umiejętności nawet jeśli tylko na chwilę. Czasami też sprawdzam, czy warto inwestować w materiały związane z daną techniką i czy jest to coś dla mnie. Na fali tych emocji chcę zabrać ze sobą wszystko to, za pomocą czego wykonałam udany projekt.

Tak właśnie zaczęła się moja przygoda ze sprzedażą produktów hobby. Po każdym warsztacie pojawiały się pytania czy to można kupić, skąd sprowadzić, co jest najlepsze. Wciągnęło mnie testowanie różnych rozwiązań, często dość męczące łączenie preparatów i badanie tego, co aktualnie na rynku jest najlepsze.
W ten to sposób z jednej skrzyneczki powstał sklepowy regał, uzupełniony później o kolejne. Zajmowanie się tym z czasem stało się bardzo niewdzięczne i bynajmniej nie kreatywne. Stałam się niewolnikiem godzin otwarcia i asortymentu, który wymagał ciągłej gonitwy i konfrontacji z tym, że nie da się mieć wszystkiego, a Empik zawsze będzie tańszy :).
Łatwo zgubić główną wartość i motywację do zajmowania się rękodziełem. Kiedy na dobre powróciłam do warsztatów wszystko stało się prostsze. Zajmuję się tym, co lubię, a swoją energię poświęcam po prostu Wam. Z przyjemnością pakuję zamówienia interentowe i z matczyną wręcz cierpliwością tłumaczę przez telefon kilka razy dziennie "prowadzę pracownię warsztatową",  "zajmuję się prowadzeniem warsztatów". Bo miałam szczęście i znalazłam coś, co lubię robić najbardziej :).

Jeśli Twoja przygoda z rękodziełem utknęła na etapie strony z opisem materiałów, koniecznie przyjdź i spróbuj.  Nawet jeśli tym razem okaże się, że to jeszcze nie to, warto poszukać. Im szybciej tym lepiej :)

Pozdrawiam Was serdecznie
Dorota z Kreatywnie.com





środa, 14 grudnia 2016

Drzwi w pokoju teatralnym

Zdarzyło Wam się z niedowierzaniem pomyśleć "to się nie może udać" kiedy ktoś podzielił się z Wami swoim marzeniem? Mi niestety tak.
Jakieś kilkanaście lat temu moja koleżanka powiedziała z ogromną pewnością siebie, że zostanie na Mazurach i stworzy galerię z pensjonatem. Byłyśmy wtedy studentkami, z mnóstwem życiowego entuzjazmu za to bez większych oszczędności i doświadczenia. W mojej głowie oprócz zachwytu pojawiło się milion "ale" i wielkie niedowierzanie. Spotykałyśmy się na przestrzeni lat i dowiadywałam się jakie są kolejne etapy realizacji tego planu. Tych lat było naprawdę sporo i za każdym razem myślałam "no dobrze, jest stara chata z cudownych belek, ale przecież z tego nie da się zrobić pensjonatu" - i chata lądowała na podwórku, po czym przeszła transformację w dom. Były też cudowne drzwi, dzięki którym pojawił się ktoś wyjątkowy. I tak za każdym razem. Moja koleżanka ze swoim partnerem zrealizowali wszystko od A do Z pracując w swoim tempie . To miejsce istnieje, tętni życiem i rozwija się: http://przechowalniamarzen.com/
W tym samym czasie ja zmierzyłam się z własnymi marzeniami w jakiś arogancki sposób zakładając, że moja inwestycja jest bezpieczna i pewna w realizacji. Po sześciu latach znalazłam się w punkcie wyjścia, a jednak z ogromnym kapitałem. Tym zasobem jest doświadczenie i umiejętność inspirowania innych. Wiem już na pewno, że nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko się może udać i jest mi niezmiernie miło powtarzać to moim kursantom. Uda Ci się :)!
Nawet tak doświadczeni animatorzy jak Ambientówka przyjęli moją propozycję warsztatów integracyjnych z małym niedowierzaniem. A gdzie przykłady, co mamy robić, ja nie umiem ... Tymczasem po 2 godzinach, które minęły jak kilka minut ... powstały ośnieżone miasteczka.


Zapraszam na kreatywne zajęcia w styczniu, przed nami jeszcze kilka miesięcy długich wieczorów: http://www.kreatywnie.com/?t=terminarz

Pozdrawiam Was serdecznie, Dorota





poniedziałek, 5 grudnia 2016

Nie udzielam się

Łatwo zauważyć, że niezbyt intensywnie udzielam się na ogólnopolskiej craftowej scenie zlotowo-imprezowo-szkoleniowej. Z wyboru skupiam się na tym co lokalne, a imprezy masowe, spotkania blogowe i forumowe raczej omijam. Raz do roku w ramach wolontariatu wykonuję jakieś szalone warsztaty dla kilkudziesięciu osób na imprezie charytatywnej i raz w roku organizuję stoisko na festiwalu sztuki.
Skąd więc rozwój? Warsztaty instruktorskie, ale też po prostu Wasze prace. To, co powstaje na moich warsztatach ma ten sam punkt wyjściowy i wspólny mianownik o nazwie technika. Nieprzebrana ilość Waszych interpretacji jest dla mnie największym wyróżnieniem ...

Poniżej moja interpretacja tematu ikona, który pierwotnie powstał na potrzeby hobby booka Stamperii i został zainicjowany przez Beatę Wośkowiak. Wspólny mianownik - odciski i złocenia :). Technika powertex, rusty powder, kulki, złocenia, mgiełki ...
Warsztaty jeszcze w grudniu: http://www.kreatywnie.com/?t=page&s=1&d=337

Pozdrawiam Was serdecznie, Dorota z Kreatywnie.com

Pin It button on image hover