niedziela, 4 grudnia 2011

Lepiej późno niż wcale

Przez cały sezon 2011 z przerwami absorbowało mnie farbowanie włókien białkowych. Moja przygoda z kolorami wełny zaczęła się od farb australijskich i ponieważ są bez zarzutu, a mam ich niezły zapas, jakoś nie miałam motywacji zająć się polskimi barwnikami. Jedyna wada - cena, trudna do przełknięcia. Tak więc polskie próbki cierpliwie czekały na swoją kolej, co chwilę wpadałam na nie jak na wyrzut sumienia.
Główny powód to ich opis - chyba staropolski :). Brakowało mi przełożenia na moją metodę utrwalania koloru w mikrofalówce i musiałam ją sobie wypracować. Aż w końcu ... ta dam, mam ją! Czułam się jak naukowiec odmierzając pigmenty, wyliczając proporcje - w końcu na coś się mój profil biologiczno-chemiczny przydał :). Efekty zadowalające, mogę nie tylko farbować, ale też uzupełnić kursy o wiedzę na ten temat. Jedyna uwaga - ocet, ocet, ocet ... Osobiście go nie znoszę, ale latem przy otwartych drzwiach dam radę :). Za to barwniki tak bardzo nie farbują dłoni - pracuję w rękawiczkach, ale zawsze się upaćkam na tęczowo. Tym razem udało się tego uniknąć.
Ponieważ barwniki tak ładnie się sprawdziły, pojawiły się od razu w ofercie naszego sklepu.

Jedwab i wełna pięknie czerwone ...



Kreatywnie.com Poznań/Drzeniów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pin It button on image hover